Cień to nie zło. To wszystko, czego świadome „ja" nie chce uznać za swoje — impulsy, tęsknoty, gniew, lęk, wstyd. Jung nazywał go częścią osobowości zepchniętą pod próg świadomości, ale wciąż należącą do nas.
W gabinecie spotykam się z cieniem codziennie. Pojawia się w snach, w projekcjach na innych, w symptomach ciała. Pacjent często mówi: „nie poznaję siebie" — i właśnie to niepoznawanie jest miejscem, od którego warto zacząć.
Praca z cieniem nie polega na jego pokonaniu. Polega na rozmowie. Na powolnym odzyskiwaniu tych fragmentów siebie, które kiedyś zostały odrzucone, bo były zbyt trudne dla otoczenia — albo dla nas samych.
Indywiduacja, czyli droga stawania się sobą, przechodzi przez cień. Nie da się go obejść. I nie warto.