Pacjentka przychodzi z tym samym snem od miesięcy. Idzie korytarzem, otwiera drzwi, za którymi zawsze ktoś na nią czeka — ale twarzy nie widać.
W psychoterapii jungowskiej powtarzający się sen traktujemy jak list, który nie został odebrany. Nieświadomość wysyła go raz za razem, aż zostanie przeczytany.
Nie chodzi o rozwiązanie zagadki. Chodzi o pozostanie z obrazem wystarczająco długo, by zaczął mówić własnym językiem. Symbol nie tłumaczy się jak słownik. Symbol się w nas osiedla.
Gdy pacjentka opowiedziała sen po raz dziesiąty, w milczeniu, nagle rozpoznała twarz. Była to twarz jej ojca, którego nigdy nie znała. Sen nie przestał wracać — zmienił się.